Z dziennikarskiego życia – finał
19 stycznia 2010 | Dziennikarstwo
Zapaliłem papierosa (z którym nie rozstaje się od dawna) i spokojnie zacząłem go zamieniać w popiół. Początkowo myślałem o Kamili, ale myśli te szybko zeszły na tor oznaczony „Rodzina”. Właśnie, moja rodzina. Ile ja już nie rozmawiałem z tatą, Kaśką i Magdą. Ile świąt nam umknęło… właściwie, to ile świąt MI umknęło? Czy oni rozmyślają czasami co się ze mną dzieje? Oczywiście wiedzą, że pracuje w gazecie, którą czytają codziennie, bo takie wieści po rodzinie szybko się rozchodzą, ale czy wiedzą gdzie mieszkam, jak wygląda to mieszkanie? Tego nie jestem pewien. Ja nigdy nie mówiłem im, gdzie mieszkam itp. Jak napisałem wyżej, swojego czasu zapomniałem o rodzince na amen. Pomyślałem o mamie. Co by się stało, gdyby nie umarła, gdyby mnie opuściła? Jej śmierć, a później umorzenie sprawy tak mnie pchnęły, że stałem się tym, kim byłem. Jednego jestem pewien, mianowicie tego, że gdyby moja mama żyła nie wypieprzyłaby mnie z domu. Tego jestem bardziej pewien, niż tego, że dwa i dwa to cztery. Kochałem ją, ona kochała mnie (tak jak mój ojciec). Niestety, dzięki jakiemuś sukinsynowi, który nie miał czelności zostać przy niej, mam tylko wspomnienia (wszystkie zdjęcia i pamiątki zostały u ojca). Lekarz powiedział, że gdyby przywieziono ją kilka minut wcześniej do szpitala, na siedemdziesiąt procent zdołaliby ją uratować. Bóg (jeżeli istnieje) chciał jednak, żeby było inaczej – przyjechała do szpitala martwa.
Jej rodzice żyją i mają się nie najlepiej, ale i nie najgorzej. Żyją na rencie, mieszkają w starej, powojennej kamienicy i nie narzekają na nic… prócz na rosnącego z dnia na dzień alzheimera, który dopadł jej tatę tuż po sześćdziesiątce. Ale ogólnie można uznać jej życie za udane. Mieszka… wynajmuje mieszkanie u miłych, starszych ludzi, nie narzeka na brak czegokolwiek… szczęściara.
Ale rozmyślam nad wprowadzeniem się z powrotem do moich rodziców. Ta choroba, moja mama nie zawsze może sobie poradzić fizycznie… no i psychicznie. Poza tym, mimo iż mam te dwadzieścia dwa lata, nie czuję się na tyle silna by mieszkać sama. Potrzebuję kogoś, z kim mogę porozmawiać, pożalić się… tak jak teraz. W sumie ja też. Ja, odkąd wyprowadziłem się z domu, mieszkam praktycznie sam, a jedynymi ludźmi, z którymi systematycznie rozmawiam, to ty i parę innych ludzi z redakcji. Czasami jeszcze pogawędzę ze starszym panem, który prowadzi kiosk i męczony jest przez artretyzm.Dało się czuć, że nie była to rozmowa jałowa. Złapaliśmy ten sam język, okazało się, że nadajemy na tych samych falach, jedziemy tym samym pociągiem, jak to się mówi. Parę razy przechwyciłem jej wzrok, a wtedy ona szybkim, błyskawicznym ruchem zerkała na ścianę za mną.
O godzinie dziewiątej dwadzieścia ubrała na nogi (bardzo, ale to bardzo ładne) czarne kozaczki sięgające prawie do kolan, wiśniowo-czerwony płaszcz i wtedy zaczęło się…
Opuszczałem redakcję, szczęśliwy. Czułem się niezwykle lekko, nogi rwały się do skakania, a ręce do wymachiwania. Gdy byłem młody, w takich sytuacjach miałem zwyczaj biegać, i to jak najszybciej potrafię. A teraz wracałem do domu prawie biegnąc. Zaszedłem do kwiaciarni, kupiłem niewielki bukiecik dla Kamili i z wielkim entuzjazmem poszedłem w stronę mojego domu.Około pięćdziesiąt metrów przed TYM przejściem dla pieszych uderzyło mnie coś. Nie wiem co to było, ale jeżeli musiałbym owe uczucie zaszufladkować, nazwałbym je ostrzeżeniem. Przejście dla pieszych na skrzyżowaniu dwóch ulic – Zwycięstwa i Młyńskiej – było dla mnie szczególne. W tym miejscu zginęła moja matka. Początkowo nie chodziłem tędy, ale z czasem przeszło mi. Teraz stałem na miejscu, które kojarzyło mi się z jej widokiem, leżącą na ulicy sześć metrów od swojego buta na obcasie. Gdybym dostał tamtego uczucia być może cofnąłbym się, zrobił dwa kroki w tył, ale tak się nie stało.Zatrzymałem się prawie na ulicy, gdzieś pomiędzy krawężnikiem, a jezdnią. Byłem prawie pewny, że moje życie, a właściwie jego sens regeneruje się, wskrzesza, zmartwychwstaje. Po raz pierwszy od kilku (jeżeli nie kilkunastu) lat pomyślałem o czymś innym, odległym. Przypomniałem sobie, że można oderwać myśli od codziennych, nudnych i przyziemnych spraw. Czułem, że zaczynam się nieśmiało uśmiechać… i to było ostatnie uczucie w moim życiu.
O stronie
Ostatnimi czasy bardzo popularne w internecie są tak zwane portale. Są to serwisy informacyjne o zróżnicowanej tematyce. Celują w szerokie spektrum odbiorców, dlatego ich tematyka jest zazwyczaj bardzo rozległa - od polityki, poprzez hobby, pasje, kulturę, sztukę, film, książkę, aż po tematy erotyczne kończąc. Pierwsze tego typu serwisy internetowe zaczęły pojawiać się w okolicy roku tysiąc dziewięćset dziewięćdziestiątego siódmego, kiedy to liczba zarejestrowanych serwerów sięgała prawie dwudziestu milionów. We wczesnych fazach rozwoju portale nie obfitowały w zbyt wielką ilość opcji - jedne posiadały rozległe forum, inne specjalizowały się w informacjach, jeszcze inne zgromadzały na swoich serwerach wszystkich, którzy lubili czatować. Wpadnięto na myśl, iż najlepsze portale będą takie, w których będzie można skorzystać ze wszystkich dóbr, jakie udostępniają możliwości internetu. I zaczęło się. Zwykłe wyszukiwarki internetowe poczęły zmieniać się w wielkie portale, gdzie można było zrobić wszystko. Można było założyć konto internetowe, uczestniczyć w dyskusji na forum publicznym, założyć własną grupę dyskusyjną. Każdy zarejestrowany użytkownik, z własnym kontem pocztowym w danym portalu, ma zazwyczaj dodatkowe opcje, jakich nie posiadają użytkownicy. Do najpopularniejszych polskich tego typu portali należą Onet.pl, Wirtualna Polska - to jest najstarszy polski portal i pierwszy, Interia.pl oraz o2.pl. Do najpopularniejszych polskich serwisów tego typu należą Yahoo, AOL oraz Seznam.cz. Kwestią sporną jest, czy google.com jest tego typu portalem, podobnie jak i Wikipedia czy inna znana tego typu korporacja. Jednak pewniakiem jest, iż znaczenie portal społeczny czy serwis społecznościowy to internetowa grupa ludzi, którzy spotykają się w określonym celu lub mają te same priorytety i właśnie wiele stron WWW, które nie miało statusu portalu społecznego, z całą pewnością mogą go mieć teraz. Dlaczego tak jest? Ponieważ wokół nich narosło tyle zainteresowania, ludzie tak ze sobą zaczęli dyskutować na jego forach, że urosłoto do statusu grona społecznego. Warto zauważyć, że w internecie występuje coraz więcej różnych stron, z góry skupione na takich serwisach. Nazywane są serwisami społecznościowymi, co znaczy tyle, że skupiają wokół siebie ludzi zainteresowanych jednym, konkretnym tematem. Może to być temat rozrywkowy czy każdy inny, ważne jedynie, by skupiał jakieś grono społeczne. W Polsce najlepszym przykładem takiego serwisu jest nasza-klasa.pl. Reklama: reklama strony Agencja interaktywna Kraków pozycjonowanie stron szczecin odzież reklamowa kursy księgowości Kraków